„La Presse” z 18.12.
Irakijczycy głosowali 15.12. po raz trzeci w tym roku, rzecz godna podziwu dla narodu od ponad trzydziestu lat pozbawionego możliwości podejmowania politycznych decyzji. Wybory odbyły się w znacznie lepszych warunkach od tych z początku roku. Z pierwszych danych wynika, że 60-80 proc. Irakijczyków udało się do lokali wyborczych. Biorąc pod uwagę atmosferę przemocy i strachu, wskaźnik ten przekracza najbardziej optymistyczne przewidywania. J
ak wytłumaczyć ten napływ? Przez ponad ćwierć wieku, od września 1980 po dziś dzień, życie codzienne Irakijczyków jest mocno napiętnowane piekielną przemocą niekończących się wojen, niedostatkami i biedą, spowodowanymi przez bezlitosne sankcje narzucone przez ONZ oraz przez wszelkiego rodzaju ekscesy i nadużycia despotycznego reżimu. Można tylko pochylić czoło z szacunkiem wobec niesłychanej zdolności tego narodu do zniesienia tak ciężkich doświadczeń przez tak długi okres czasu. Czy napływ do lokali wyborczych w czwartek jest ostatnim wstrząsem tego narodu desperacko poszukującego prawowitej władzy, która wyciągnęła by go z piekła, w jakim przebywa od 25 lat? Wszystko na to wskazuje. Ponieważ – jeżeli naród iracki poszukuje prawowitej władzy politycznej, to pragnąłby również, aby władza ta dysponowała niezbędnymi środkami, zarówno politycznymi jak i wojskowymi, do zaprowadzenia porządku, położenia kresu panującej anarchii oraz do zapobieżenia ewentualnej wojnie domowej, którą al.-Zarkawi i jego klika usiłują rozpętać. Władza, która wyłoni się po tych czwartkowych wyborach będzie zdecydowanie legalna. Ale ten legalizm może szybko ulotnić się ze względu na współpracę, jaką nowy rząd będzie musiał nawiązać z władzami okupacyjnymi. Te ostatnie są bardzo źle postrzegane w Iraku. Przytłaczająca większość Irakijczyków i coraz więcej Amerykanów, w tym i wojskowych, upatrują w niej czynnik destabilizujący bardziej niż stabilizujący. To problem a nie jego rozwiązanie. W ostatnich trzech tygodniach prezydent amerykański wygłosił cztery przemówienia, w tym ostatnie w minioną środę. Za każdym razem podkreśla, że nie oczekuje niczego prócz „ostatecznego zwycięstwa”. W swoim ostatnim przemówieniu powtórzył słowo „zwycięstwo” 10 razy w 31 minut. Ale zwycięstwo nad kim? Nad rebelią? Już 33 miesiące armia amerykańska usiłuje zgnieść to powstanie i nadal nie wie, kto mu przewodzi, z kim walczy, jakimi dysponuje siłami, gdzie jest zaplecze terrorystów, gdzie są konstruowane bomby, kto je podkłada, kim są samobójcy, kto i jak ich werbuje. Ile jeszcze czasu musi minąć i ilu ludzi zginąć, aby armia amerykańska odniosła to „ostateczne zwycięstwo”? Chyba nadszedł najwyższy czas, aby pomyśleć trochę więcej o narodzie irackim, który nie domaga się rzeczy niemożliwych. Tylko prawowitej władzę która poszanowałaby jego prawa oraz jego sytuację polityczną, gospodarczą i socjalną, pozwalając mu na normalne życie (…) Tego zwycięstwa nie sposób odnieść w warunkach okupacji. I dlatego okupanci muszą opuścić Irak jak najszybciej. Od tego zależy legalizm nowej władzy tego. Argument, że wycofanie armii amerykańskiej wywołałoby chaos jest nieprawdziwy. Chaos panuje w Iraku już od trzech lat. Zakończenie okupacji pozbawiłoby rebelię jej głównej racji bytu. Pozbawiłoby też ją argumentu „kolaboracji”, jakiej – w jej mniemaniu – dopuszczają się irackie siły bezpieczeństwa. Co zaś tyczy się argumentu, według którego armia amerykańska musi odnieść całkowite zwycięstwo, aby zapobiec temu, by Al.-Kaida w Iraku nie stała się instrumentem do utworzenia „islamskie imperium, od Hiszpanii po Indonezję”, to zakrawa on na zupełną fantazję. To majstersztyk dezinformacji, podsycany przez amerykańskie gremia intelektualistów, które są skupione się wokół eksperta ds. islamu Bernarda Lewisa, znanego ze swojego wrogiego stosunku do Arabów i muzułmanów. Człowiek ten odegrał znaczącą rolę w podżeganiu a następnie w usprawiedliwianiu inwazji na Irak. To Bernard Lewis ponosi też swoją część odpowiedzialności za zniszczenie tego kraju gdyż nawoływał do zmiany jego ustroju politycznego, a dziś uskarża się na konsekwencje swoich działań. W wywiadzie udzielonym Wall Street Journal (z 13.12.) dzieli się swoim głębokim zaniepokojeniem i utrzymuje zupełnie serio, że „groźba wisząca dziś nad Zachodem jest niebezpieczniejsza od Stalina i Hitlera”. Według niego, samochody-pułapki al.-Zarkawiego i kilku bezmózgowców, którzy opasują się pasami materiałami wybuchowymi, wychodząc na spotkanie ze śmiercią, stanowią zagrożenie większe od tego, jakie stanowiły dywizje pancerne i spadochronowe ZSRR i Trzeciej Rzeszy. Gdzie jest kres tej dezinformacji?
Related posts:
- Wybory parlamentarne w Iraku Wstępne wyniki wyborów wskazują na ostateczny upadek amerykańskich i brytyjskich nadziei na utworzenie pro-zachodniej świeckiej demokracji w zjednoczonym Iraku oraz pogrzebanie idei nowego państwa irackiego (a nie jego początek, jak chcą prezydent Bush i premier Blair). Sukces koalicji szyickich partii...
- Stosunki narodowościowe w północnym Iraku oraz domniemane wpływy Izraela w tym obszarze "Turkish Daily News" oraz "The New Anatolian" z 02.12. Przyszłość Kirkuku. Ustosunkowując się do publikacji izraelskiego dziennika "Yedioth Ahronot", przywódca kurdyjskiej autonomii Massoud Barzani oświadczył, że "Kirkuk będzie należał do częściowo autonomicznego regionu kurdyjskiego w północnej części Iraku od 2007...
- Irańskie oceny wyborów parlamentarnych w Iraku "Tehran Times", "Kayhan International" z 18.12. oraz "Iran News" z 19.12 Dziennik informuje o oświadczeniu ministra SZ IRI, Manuczechra Mottaki, który w imieniu władz oraz narodu irańskiego przekazał gratulacje rządowi w Bagdadzie i Irakijczykom w związku z wyborami parlamentarnymi, które...
- Dlaczego młodzi ludzie powinni chodzić na wybory? „Nie pójdę głosować, bo jeden głos nic nie zmieni, a poza tym nie ma żadnego godnego kandydata” – to bardzo częste tłumaczenie ludzi, którzy nie mają ochoty wziąć udział w......
- „Polskie oddziały zostaną dłużej w Iraku” BERNO W "Neue Zürcher Zeitung" z 07-08.01. P.Flückiger informuje o przedłużeniu mandatu polskiego kontyngentu wojskowego w Iraku do 2007r. Szef resortu obrony, R. Sikorski powiedział w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że polskie oddziały pozostaną w Iraku tak długo, jak życzą sobie...







