Słoń a sprawa polsko-rosyjska
RZECZPOSPOLITA
Główny problem w Rosji to polityka oparta na wojnie, na istnieniu wroga, przeciwko któremu jednoczy się naród
Gdyby nie mięso, ropa, gaz i nowe rosyjskie święto narodowe z Polakami w tle – moglibyśmy spać słodko, śniąc nasze sny o Zachodzie. I tylko o nim. Wschód istnieje dla nas wyrywkowo, od czasu do czasu, i głównie w związku z Polską. Sam dla siebie – naszych decydentów medialnych nie interesuje. Ukrainę, Białoruś, a szczególnie Rosję pokazują oni w radiu i telewizji przede wszystkim jako tło naszych narodowych bolączek, i to raczej na poziomie cielesnym: naszych biją! Sami Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie ich nie interesują, a tym samym nie mogą interesować i nas – odbiorców: zbyt mało o nich wiemy.
Przy okazji „kopniaka mięsnego” polscy korespondenci nie wyruszyli na rosyjską ulicę choćby po to, by powiadomić rodaków, co o tym konflikcie myślą konsumenci polskich parówek, ich sprzedawcy, ich importerzy wreszcie. A choćby i różni rosyjscy eksperci od mięsa i polityki. Nikt nie pokwapił się nawet, by pokazać, czy zakaz importu polskich roślin, a więc i róż, zubożył moskiewskie bazary, gdzie sprzedawano je tysiącami.
Najdobitniejszym jednak dowodem polonocentryzmu był chyba nieszczęsny 4 listopada, Święto Jedności Narodowej, ludu Rosji przepędzającego Polaków z Kremla. Jedynie kanał TVN zaprezentował reportaż „na żywo” z moskiewskich ulic wraz z komentarzem swego stałego korespondenta. Szkoda jednak, że wyłącznie we właściwej nam optyce „słoń a sprawa polska”. Oto ulice przemierza pochód, oto na placu odbywa się manifestacja. Ktoś coś krzyczy, jakieś napisy widnieją na transparentach; przechodnie coś mówią. Ale polski widz nie wie, co mówią, co krzyczą, co niosą, ponieważ wszystko to jest zagłuszane przez polskich komentatorów obecnych w studiu fizycznie lub telefonicznie.
Tymczasem 4 listopada zaistniała rzadka okazja przybliżenia Polakom głównego problemu tego dnia: nieufności w stosunku do innych. Polityki opartej na wojnie, na istnieniu wroga, przeciwko któremu jednoczy się naród. Naród, którego 20 procent żyje poniżej granicy ubóstwa, 30 procent – na jej pograniczu, zaś kilka tysięcy należy do najbogatszych ludzi na świecie. Naród kipiący niezadowoleniem. Naród, którego władza boi się tak bardzo, że karczuje – jedne po drugich – najmniejsze pędy demokracji.
Nienawiść do Czeczenów wyeksploatowała się w kolejnych aktach terroru, które tyleż skupiały w sobie niechęć do terrorystów, ile rodziły pytań i wątpliwości w stosunku do samych władz. Rozlanie nienawiści wzdłuż grzbietu Kaukazu, walki w Dagestanie, Inguszetii czy Kabardyno-Bałkarii mało co obchodzą mieszkańców Rosji centralnej. Ale uciekinierzy z tegoż Kaukazu, koczujący „na dziko” w ich miastach (gdyż odmawia się im meldunku), wiecznie szukający pracy (bez meldunku nie mają prawa do pracy), najbardziej widoczni na bazarach – to dobry cel. Tyle że, jak na potrzeby Wielkiej Rosji – nie wystarcza.
Kolorowi cudzoziemcy też się do tego nadają. Tylko w październiku zabito: w Woroneżu – studenta z Peru; w Moskwie – studenta z Konga; w Rostowie nad Donem – studenta z Kamerunu; w Petersburgu – studenta z Chin; w Niżnim Nowgorodzie, gdzie właśnie stawiano kopię moskiewskiego pomnika pogromców Polaków – Pożarskiego i Minina – zadźgano dwóch Koreańczyków i Kameruńczyka. Oprócz tego w Petersburgu dokonano pogromu sklepu żydowskiego, tudzież cmentarza, a w Siergiejew Posadzie, gdzie pyszni się najpiękniejszy chyba w Rosji zespół cerkiewny – 10 skinhedów uzbrojonych w rury, łopaty i cegły rozgromiło muzułmański dom modlitewny. W większości przypadków milicja stwierdzała „chuligaństwo niemające nic wspólnego ze skinhedami i ekstremizmem”.
Władze Moskwy zezwalając na manifestację takim organizacjom, jak – słynąca od lat z antysemityzmu Pamiat, nacjonalistyczna Rodina; Ruch przeciw Nielegalnej Imigracji czy niedawno powstały Euroazjatycki Związek Młodzieży, wiedziały doskonale, na co się zanosi. Związek ten powstał w lutym 2005 r. pod hasłem „pomocy Putinowi w umacnianiu przezeń imperialnej państwowości”. Organizacja odwołuje się do tradycji Opryczniny Iwana Groźnego, czyli carskiej gwardii, której okrucieństwo było pierwowzorem i dla czekistów. Cel związku: niedopuszczenie do pomarańczowej rewolucji w Rosji. Obecni są skinhedzi, którym moskiewska milicja udostępnia do ćwiczeń swoje sale gimnastyczne. Zaś Ruch przeciw Nielegalnej Imigracji zajmuje się od dawna pogromami „osób o kaukaskiej powierzchowności”.
Czy komentując rosyjskie pochody z faszystowskimi hasłami, nie należało o tym – dla jasności obrazu – wspomnieć? Czy doprawdy w Rosji nie dzieje się nic, co powinno interesować naszą młodą demokrację? Nie dotyczy zaś tylko pozornie, bo ksenofobiczna niechęć i nas dosięgła. Odczuli ją niedawno na swych grzbietach polscy dyplomaci i polski dziennikarz. Tyle że nikt wtedy Polakom nie uprzytomnił, że stosunek do nich to tylko fragment ruiny rosyjskiejdemokracji. Tylko element mozaiki, nie jej ozdoba główna.
Nasze demokratyczne media pomijają milczeniem – równie przerażające jak podczas stalinowskiego terroru – obecne procesy szpiegowskie. Maszerują za kratki oskarżeni o szpiegostwo przedstawiciele inteligencji, i to o znanych w świecie nazwiskach. Ostatni z nich to prof. Kajbyszew, a przed nim tacy naukowcy, jak Władimir Sojfer, Walentin Mojsjejew, Igor Sutjagin, Walentin Daniłow, Anatolij Babkin, Władimir Szczurow, Jurij Chworostow, Wiktor Akuliczew, Wiktor Kowalczuk, Aleksander Nikitin, Nikołaj Szur; przedsiębiorcy: Wiktor Koljadin (skazany na 14 lat, zmarł w więzieniu), Michaił Chodorkowski (zesłany do łagru w strefie wydobycia uranu), Płaton Liebiediew; dziennikarze: Grigorij Paśko czy Paweł Liuzakow; adwokaci: Michaił Triepaszkin, Siergiej Browczenko, Swietłana Bachmina… Dziesiątki osób do dziś. A jutro?
Wszystkich łączy jedno: sfabrykowanie spraw przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa (kontynuatorkę KGB) i nadzór tej instytucji nad procesem. Zajmując się tylko gestami Kremla wobec Polski i odmawiając zainteresowania reszcie Rosjan – utrzymujemy w nich poczucie odosobnienia… Szczególnie dotkliwe dla tych, którzy identyfikują się raczej z cywilizacją zachodnią niż euroazjatycką. Nie upominamy się o nich w Unii Europejskiej ani w Radzie Europy, ani w ONZ.
Przy okazji 4 listopada nie usłyszeliśmy nic np. o skierowanej przeciw moskiewskiemu Marszowi Prawicowców 300-osobowej demonstracji w Petersburgu; ani o tym, że w Muzeum im. Sacharowa otwarto wystawę „Uwaga: nazizm!”; ani o – podpisanej przez kilkaset osób – petycji do mera Moskwy Łużkowa z prośbą o odwołanie zezwolenia na marsz nacjonalistów… Ani o ankiecie Radia Echo Moskwy, w której na pytanie: czy chciałbyś uczestniczyć w dzisiejszej demonstracji w Moskwie, „nie” odparło 55 proc. z 3,5 tysiąca respondentów.
Kopanie jest o wiele nośniejsze medialnie niż głaskanie. Bo co może być interesującego w tym, że w niewielkim rosyjskim mieście Kotłas nad rzeką Północna Dźwina z inicjatywy mera miasta urządzono z wielkim rozmachem Dni Kultury Polskiej i że uczestniczyli w nich uczniowie szkół podstawowych oraz ogólnokształcących, którym chciało się wystawić sztukę o Januszu Korczaku? Nuda! I dlatego nic się też państwo nie dowiedzą o mającym się niebawem odbyć święcie polskiej kultury w rosyjskim mieście Abakan i o wielu innych przejawach sympatii Rosjan do Polaków….
11 listopada wieczorem, w dzień wielkiego polskiego święta narodowego, w obszernych „Podziemiach kamedulskich”, daleko od centrum Warszawy odbył się koncert Anety Łastik, specjalizującej się w śpiewaniu poezji rosyjskiej. Okudżawa, Wysocki, Jesienin, Cwietajewa… Koncert nie był nagłośniony, ktoś komuś pokazywał małe ogłoszenie. Sala chyba na 500 osób była zapełniona do ostatniego stojącego miejsca. Młodych przyszło wielu. Przede wszystkim dlatego, że Aneta Łastik śpiewa wyjątkowo pięknie, ale także dlatego, że śpiewa piękne teksty. Rosyjskie. W języku oryginału. Ale o tym zapewne nie dowiedzą się Rosjanie. Paskudna to przecie rysa na powszechnej ponoć w Polsce rusofobii. Tak wygodnej – z kolei – dla mediów rosyjskich…
Tags: cen, jak, jest, np, od, pl, Prasa społeczno - polityczna, tej, tp, tym, unii europejskiej
Leave a Reply